Oj, chmielu, chmielu, ty bujne ziele,
Bez cie nie będzie żadne wesele.
Oj, chmielu, oj, niebożę,
Niech ci Pan Bóg dopomoże,

chmielu niebożę.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Bieszczady - zaskroniec i jego żółte plamy skroniowe

Szliśmy na Bukowinę. W pewnym momencie mój syn zauważył dużego węża, szybko wpełzającego pod spróchniałą kłodą drzewa. Nie mogliśmy przyjrzeć mu się dokładnie, ale stanowczo zaprotestowałam, żeby wypłaszać go z kryjówki. Wąż jest u siebie, a my jesteśmy tylko gośćmi, wypada więc nie naprzykrzać się gospodarzowi. Nurtowało nas jednak, z kim mieliśmy przyjemność się spotkać. Z opisu syna wynikało, że był to długi, około metrowy wąż. Był prawie czarny, bez żadnego wzoru na ciele.

Mogła być to żmija, chociaż ma ona ciało bardziej masywne i krępe niż wąż, którego spotkaliśmy.
Mógł to być melanistyczny zaskroniec. W Bieszczadach spotykano takie osobniki, u których charakterystyczne, żółte plamy skroniowe, całkowicie zanikły.

Tego dnia znaleźliśmy też małe "stadko" kurek (pieprznik jadalny). Nasz domniemany zaskroniec mógłby sobie pożyczyć trochę żółtego koloru od tych małych grzybków ;-)

Na zdjęciu poniżej pięknoróg lepki - grzyb o podobnej do kurek, żółtej barwie owocnika, który jednak nie jest jadalny. Zdobił spróchniały pień w pobliżu Jeziorek Duszatyńskich.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Podróż w Bieszczady

Przed laty trzeba było się nieźle nagimnastykować, żeby w jednym kawałku wsiąść do pociągu jadącego w Bieszczady. W jednym kawałku, to znaczy: ty razem ze swoim bagażem. Co zatem trzeba było zrobić, żeby nie dać się rozdzielić ze swoją drugą połową i podróżować razem? Mój chłopak (obecnie mąż) wykazał się niezwykłą pomysłowością. Po krótkiej i nerwowej bieganinie peronowej, kiedy wydawało się, że pociąg zaraz ruszy bez nas, udało mu się załatwić "kuszetkę" w wagonie pocztowym! Konduktor miał niewielkie wymagania - za wyświadczoną przysługę, pożyczył sobie od nas śpiwór. Drugi śpiwór zagospodarowaliśmy na własny użytek i podróż mieliśmy w komfortowych warunkach. Mój luby, co prawda, nie zmrużył oka, ale ja obudziłam się rano rześka i wypoczęta. Zdziwiła mnie tylko całkiem inna "aranżacja wnętrza" wagonu i sąsiedztwo kilku rowerów leżących obok. Dobrze, że mój chłopak czuwał i nie wynieśli mnie na jakiejś stacji ;-)

Teraz też w Bieszczady można dojechać pociągiem. Koleją docieramy do Zagórza i dalej możemy kontynuować podróż po żelaznej drodze w dolinę Osławy do Komańczy i Nowego Łupkowa, albo możemy przesiąść się na autobus lub bus, żeby odjechać w Bieszczady Wysokie.


Lubię oglądać rozmazany krajobraz z okien pociągu, szczególnie kiedy z płaskiego zmienia się w coraz bardziej pofałdowany. Już za kilka dni zanurzę się w morzu zieleni.

wtorek, 25 maja 2010

Bieszczady - wiosna nad Sanem


Na szerokich, płaskich brzegach Sanu, uważając, żeby nie nabrać wody w buty, chodziłam w poszukiwaniu zwiastunów wiosny. Takie bliskie sąsiedztwo wody lubią olchy (olsza szara i olsza czarna), leszczyna pospolita, wierzby (m.in. wierzba szara i wierzba uszata).
Nie przeszkadza im zbytnio, kiedy wiosną rzeka rozlewa swoje wody.
Bardzo efektownie prezentowały się okazałe kwiatostany lepiężnika różowego, któremu na takich terenach towarzyszy również lepiężnik wyłysiały.

Przez grubą warstwę suchych, zeszłorocznych liści traw, przebijały się młode pędy roślin. Ich świeża, soczysta zieleń wyraźnie odcinała się od słomkowego materaca utkanego z pozostałości poprzedniego lata.
Jaskrawe, żółte kwiaty kaczeńców (knieć błotna) świeciły, jak małe słoneczka i nie pozostawiały wątpliwości, że już na pewno jest wiosna!

wtorek, 18 maja 2010

Bieszczady - kolejka wąskotorowa z Majdanu do Balnicy

Po kilku latach "podchodów", w końcu zdecydowaliśmy się na przejażdżkę bieszczadzką kolejką leśną. Tak jak podejrzewaliśmy, były to leniwe, niespieszne chwile, ale czemu nie możemy poczuć się czasami, jak prawdziwi letnicy?
Zabrałam nawet aparat fotograficzny, zapraszam więc na opowieść obrazem malowaną:


Skąd tu się wzięły bańki mydlane?
Stacja Majdan:


Jedziemy na spotkanie burzy:

Balnica - przystanek w środku lasu:W czsie postoju można pożywić się świeżymi jagodami z cukrem:

Ten wilk ;) polował na bułkę:





czwartek, 6 maja 2010

Bieszczady - cerkiew w Komańczy


Był już zmierzch, kiedy zrobiłam tę fotografię, rekonstruowanej po pożarze, cerkwi w Komańczy. Okaleczone drzewa rosnące w pobliżu, nie pozostawiały wątpliwości, że ogień był wielki. Zabytkowa cerkiew spłonęła prawie doszczętnie. Dzwonnica stojąca obok – ocalała. Ponoć pożary drewnianych cerkwi, to nic niezwykłego – w historii budowli zdarzają się średnio, co 100 lat. Dzięki drobiazgowej dokumentacji, jaką posiadała ta cerkiew, udało się ją dokładnie odtworzyć. Ogień strawił jednak bezpowrotnie całe wyposażenie świątyni, które jak dusza, nadaje charakter takiemu miejscu.

środa, 28 kwietnia 2010

Bieszczady - żmija zygzakowata

Niedaleko od Rzepedzi rozciąga się niby-połonina. Wchodziliśmy na to wzgórze mało uczęszczaną ścieżynką, zastanawiając się, czy zaraz nie pogoni nas gospodarz.
Ścieżka była mocno zarośnięta, więc patrzyłam uważnie, gdzie stawiam stopy. Nie chciałam ryzykować nadepnięcia na wygrzewającą się na nasłonecznionym stoku żmiję. Chociaż jej ukąszenie dla dorosłego, zdrowego człowieka nie powinno skończyć się tragicznie, wolałabym uniknąć takiej atrakcji.

Gady te można spotkać w różnych siedliskach. W pobliżu domostw, w stertach starych rupieci, desek, drągów, dykty, usypanych kamieni, w ruinach dawnych budowli, na zarośniętych cmentarzach i poboczach dróg. Można też natknąć się na nie, na terenach zbliżonych do naturalnych, takich jak łąki i ich obrzeża sąsiadujące z gęstymi zaroślami. Zdaje się, że unikają otwartych terenów, na rozległych łąkach, czy polach. W lesie, gdzie dominują wysokie drzewa, też nieczęsto spotyka się żmiję. Z naturalnych siedlisk wolą obrzeża lasów i tereny w pobliżu strumieni.
Tym razem nie wypatrzyłam nigdzie zygzakowatego gada.


Żmiję spotkaliśmy kiedy indziej, oczywiście wtedy najmniej się jej spodziewałam. Miałam na nogach sandały, bo byliśmy na popołudniowym spacerze. Zeszliśmy na chwilę z drogi na zarośniętą łąkę. W ostatniej chwili zatrzymałam męża, bo spostrzegłam, że jego but celuje dokładnie w zagłębienie, które szczelnie wypełniało wzorzyste ciało żmii zygzakowatej! Była srebrzystoszara z wyraźnym ciemnym zygzakiem na grzbiecie. Prawie na migi daliśmy sobie znak i po cichutku wycofaliśmy się z tego miejsca.

środa, 21 kwietnia 2010

Bieszczady - deszcz w Cisnej i salamandra

„Spośród wielu bzdur,
które niosą stada chmur
ja lubię deszcz, deszcz w Cisnej.”

/muz. Jacek Mikuła, sł. Bogdan Olewicz/

Jak śpiewa Krystyna Prońko, w Bieszczadach nawet zwykły deszcz smakuje wyjątkowo.

Ponad 20 lat temu, taki deszcz w Cisnej przyniósł mi spotkanie z salamandrą plamistą. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam, szykownie odzianą w lśniącą czarno-żółtą suknię, salamandrę. Wyszła na spacer po deszczu i na swoje delikatne ciałko zbierała krople dżdżu zwisające z wysokich traw. Poruszała się trochę nieporadnie i ale bez pośpiechu, jakby doskonale wiedziała, że nie ma wielu amatorów czyhających na jej życie. A to za sprawą gruczołów jadowych, rozmieszczonych na jej grzbiecie i z boku głowy.

Jaskrawe ubarwienie salamandry, to ostrzeżenie: „Uwaga! Nie próbuj mnie zjeść. Jestem niesmaczna i trująca.” Kiedy napastnik poczuje ostry, piekący smak jadu, traci ochotę na taką przekąskę i następnym razem, pewnie już nie zaczepi tego intrygującego płaza. Jad z gruczołów wydostaje się dopiero po bezpośrednim kontakcie ze skórą zwierzęcia. Nie potrafi ono wydzielić jadu samoistnie, nawet kiedy zostanie silnie przestraszone. Lepiej więc nie dotykać i nie brać do ręki delikatnej salamandry, bo chociaż dla nas jad nie stanowi zagrożenia, to może nieprzyjemnie podrażnić spojówki, kiedy potrzemy oczy.

Egzotyczna uroda salamandry i jej spokojne, jakby dostojne usposobienie sprawiły, że po każdym deszczu w Bieszczadach, wyglądam tego sympatycznego płaza.

Z ostatniego naszego spotkania mam pamiątkę, bo szczęśliwie wzięłam ze sobą aparat. Znowu było po sporej ulewie, którą przeczekaliśmy pod drzewami w drodze do Jeziorek Dusztyńskich.
W pobliżu brzegu jeziorka, w spróchniałym pniu, znalazła schronienie urodziwa czarno-żółta dama – salamandra plamista.